10 godzin w Krakowie

krk_1Jest niedziela rano. Włączam komputer i idę zrobić sobie kawę. Wracam do pokoju z napojem bogów, odpalam fejsa, a tam od razu rzuca mi się w oczy promocja polskiego busa. 5 zł w jedną stronę do Krakowa. W zeszłym tygodniu było 15 i już chciałam jechać, ale nie znalazłam żadnych wolnych terminów, więc teraz się rzuciłam. Popijając łyki czarnej kawy na pusty żołądek (tak, tak, ten zdrowy tryb życia), sprawdzam kolejne terminy. Jest! Na jutro, na 6 rano. A może by tak lepiej w przyszłym tygodniu?, podszeptuje mi głos w głowie. Cóż, nie ma biletów za piątkę na przyszły tydzień. Jadę jutro, postanowione.

W niedzielę wieczorem przed pójściem spać wypisałam sobie, co chcę zobaczyć, spisałam ewentualne połączenia komunikacją miejską i inne takie, więc rano podśmiewywałam się z mojej współpasażerki, która tracąc cały czas zasięg, próbowała dowiedzieć się od kogoś, jak ma dojechać w konkretne miejsce. Kiedy usłyszała o 3 przesiadkach, prawie spasowała. Morał z tej historii taki, że zawsze warto spojrzeć wcześniej na plan miasta.

Wreszcie, po setkach urwanych połączeń wykonanych przez dziewczynę obok, chwilę po 11 dotarłam na dworzec, a stamtąd zaczęła się moja wycieczka.

krk_2Przez Barbakan i Bramę Floriańską weszłam w ulicę Bracką, gdzie ukazała mi się jedna z wież Kościoła Mariackiego. Tak doszłam do chyba najbardziej znanego miejsca w Krakowie – Sukienic. Weszłam na chwilę do Kościoła i porozglądałam się. Sklepienia udające niebo, pomalowane na kobaltowo ze złotymi zdobieniami to dla mnie nowość (jakże zachwycająca!), ale później widziałam to też w innym kościele.

Obchodząc Sukienice dookoła, przeszłam do Wieży Ratuszowej, na którą postanowiłam wejść (bo akurat wieża Kościoła Mariackiego była remontowana). Dobrze, że pani ostrzegła mnie o niskim stropie, bo w pierwszej minucie dorobiłabym się siniaka na czole. W sumie zrozumiałe, że sufit jest nisko, bo w czasach kiedy budowano wieżę, średnia wzrostu była niższa niż dziś, ale żeby stopnie były dla mnie za wysokie?! Czyżby średniowieczni ludzie mieli nogi do nieba? To ci dopiero zagadka. Wejściem na samą wieżę byłam rozczarowana. Roztaczający się widok można było podziwiać przez małe okna, w połowie zasłonięte kratami. Jeżeli ktoś ma ograniczony czas/budżet, to tę atrakcję może sobie z powodzeniem ominąć.

krk_3Pokręciłam się jeszcze trochę po rynku i z obwarzankiem w jednej ręce i aparatem w drugiej, słuchałam pana wygrywającego hejnał. Jestem tu jeden dzień, a już czuję się jak krakowianka.

Z rynku rzut beretem mamy do Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego, czyli pierwotnie Akademii Krakowskiej – najstarszego ośrodka akademickiego w Polsce i trzeciego w zachodniej Europie! Sama myśl, że tymi drogami chodzili kiedyś Kopernik, Długosz czy Kochanowski, nadaje miejscu patosu. Warto zajrzeć też do ogródka profesorskiego, żeby poczuć się jak… cóż, profesor. Collegium Novum nie zaliczyłabym do must see, ale jak ktoś ma więcej czasu, to warto tu zajść.

krk_4krk_5Z UJ skierowałam się do Kościoła św. Franciszka z Asyżu – jak dla mnie największego odkrycia architektonicznego Krakowa. Mało brakowało, a wcale bym tam nie weszła. Kościół Franciszka wnętrzem, jak dla mnie, bije Kościół Mariacki na głowę. Mamy tu podobne sklepienia, ale do tego dochodzą geometryczne freski na ścianach, trzy witraże w prezbiterium, a gdy się odwrócimy – mistrzostwo! Przepiękny witraż Wyspiańskiego (swoją drogą, to całkiem przyjemne uczucie spojrzeć na dzieło i pomyśleć: hmm, wygląda jak Wyspiański, po czym potwierdzić swoje spostrzeżenia z Wujkiem Google). Tylko spójrzcie na te kolory!

krk_6Od franciszkanów można iść tylko w jedno miejsce – na Wawel! Tutaj od razu ostrzegam wszystkich chcących zwiedzić komnaty/skarbiec/cokolwiek poza bazyliką – w poniedziałki w sezonie zimowym (listopad-marzec) nie dostaniecie się tam, choćbyście nie wiadomo jak czarowali strażników.

krk_7krk_8Najważniejsza jednak na Wawelu jest chyba archikatedra i na moje szczęście chociaż ona była otwarta. Warto tutaj od razu kupić sobie bilet, który w pakiecie oferuje wejście na wieżę z Dzwonem Zygmunta, wejście do królewskich grobowców i katedralnego muzeum. Sama katedra robi małe wrażenie (w końcu miałam już za sobą moich uwielbianych franciszkanów), ale fajnie przejść się i pooglądać sarkofagi królów (i królowej Jadwigi), którzy żyli wieki temu. W ogólnodostępnych podziemiach można zobaczyć spoczywających blisko siebie dwóch polskich wieszczów (i jednocześnie swoich wrogów): Mickiewicza i Słowackiego. Poza tym jest jeszcze Norwid i płyta pamiątkowa poświęcona Chopinowi. W grobowcach płatnych spoczywa Poniatowski, Sobieski, Kościuszko, Sikorski, jacyś królowie i książęta, ciało Piłsudskiego (bez serca, to generał kazał zostawić przy mamie w Wilnie), a przy końcu jest też grób pary prezydenckiej Kaczyńskich. Może dla zagranicznych turystów te grobowce nie mają jakiegoś szczególnego znaczenia, ale dla mnie mają. To ci ludzie założyli, prowadzili (raz ku potędze, raz ku ruinie) i walczyli o państwo polskie. To dzięki nim jestem tu, gdzie jestem.

krk_9W muzeum katedralnym jest dużo pamiątek po Janie Pawle II (zobaczycie jaki był wysoki i jaką miał dużą stopę!), są zdobione szlachetnymi kamieniami czapki biskupie i ornaty oraz (uwaga, uwaga, werble proszę!) krzyżyk, który w 1969 roku był z Edwinem Aldrinem (tak, to ten, któremu Neil Armstrong ukradł całą sławę) na Księżycu. Kwestia, jak ten krzyżyk znalazł się w wawelskich zbiorach, pozostaje dla mnie niejasna.

krk_10Z Wawelu najlepiej skierować się nad Bulwary Wiślane i do słynnej jamy smoka. Historię o dzielnym Szewczyku Dratewce zna chyba każde dziecko. Cały czas idąc wzdłuż Wisły, dojdziemy do (podobno) najładniejszej dzielnicy Krakowa – Kazimierza. Piszę podobno, bo wszystkie zachwycające budynki chyba się przede mną pochowały, a założenie “po prostu poprzechadzać się po dzielnicy i pozachwycać się” chyba nie do końca mi wyszło. Widocznie nie było mi dane pozachwycać się ulicznymi artystami, starymi kamieniczkami i najlepszymi zapiekankami na świecie (a podobno, jak mówi moja współlokatorka, takie właśnie tam są). No więc rozczarowana przeszłam przez Kładkę Ojca Bernatka, obwieszoną kłódkami par, których miłość będzie trwać wiecznie (swoją drogą, ciekawe czy jak się para rozstaje, to ktoś idzie przepiłować kłódkę, czy po prostu mostowa miłość dalej kwitnie).

Przedostałam się na drugą stronę Wisły, bo w planach miałam zwiedzenie Fabryki Schindlera (tak, tego od Listy Schindlera), Apteki pod Orłem i Kopca Krakusa. Ze względu na brak czasu zdecydowałam się tylko na Kopiec. Zdziwieni? Poczekajcie, aż zobaczycie, co znajduje się przy kopcu!

krk_12Kopiec wygląda zabawnie, bo jest to sztuczne wzniesienie usypane na naturalnym i z wytyczoną zakręcającą dróżką. Warto wspiąć się tam, żeby popodziwiać panoramę miasta, przy dobrych wiatrach zobaczyć Tatry i spojrzeć na kamieniołom Liban. Odkąd dzień przed wyjazdem natknęłam się na zdjęcie i informacje o kamieniołomie, wiedziałam, że po prostu nie mogę go nawet nie zobaczyć. Miejsce zetknięcia potężnej natury i słabości człowieka. Miejsce piękne, ale przepełnione straszną historią. Miejsce tak ważne, a tak zapomniane.

krk_13Kamieniołom podczas II wojny światowej pełnił funkcję obozu koncentracyjnego, w którym pracowali głównie Żydzi. Nie miałam okazji zwiedzać wcześniej żadnego obozu koncentracyjnego, więc może dlatego zrobił na mnie takie wrażenie. Był opuszczony, zniszczony i dziwnie piękny w tej swojej upadłości.

Kiedy doszłam na miejsce, trochę wystraszona, bo dostanie się tam nie jest chyba rzeczą najbardziej legalną, zaczęłam robić zdjęcia. Bawiące się w kamieniołomie dzieciaki trochę się mnie wystraszyły i zaczęły wypytywać, po co chodzę tam z aparatem. Kiedy wytłumaczyłam, że nie mają się czego obawiać, że po prostu sobie zwiedzam, udało mi się nawet z nimi zakumplować i jeden z chłopców odprowadził mnie na przystanek. Wymęczona ilością kilometrów zrobionych w ciągu dnia, postanowiłam podjechać na Stare Miasto. Jeszcze raz zaszłam na rynek, pożegnać się z Sukiennicami i Kościołem Mariackim, i pod wrażeniem liczby ludzi na rynku w poniedziałkowy wieczór, wróciłam do autobusu.

blog her11krk_14

Koszt wyjazdu: 32,30 zł
12 zł (przejazd w obie strony) + 6 zł (Wieża Ratuszowa) + 7 zł (Katedra na Wawelu) + 2,80 zł (bilet 20-minutowy normalny) + 4,50 zł (trzy obwarzanki)

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s